Mój powrót za ladę

Od kilku lat prowadziłam sklep z kosmetykami do pielęgnacji włosów, ciała i twarzy, na obrzeżach Łodzi. Nie musiałam zamykać sklepu, w związku z obostrzeniami, ponieważ ma on zbyt mały metraż. Jednak nie uchroniło mnie to przed problemami finansowymi.

Życie wystawiło mnie na próbę

lady wystawienniczeMoi klienci najwyraźniej przestraszyli się wirusa i przestali do mnie przychodzić. Najwyraźniej wybrali zakupy drogą elektroniczną. Nim rząd ruszył z programami pomocy przedsiębiorcom, mój interes balansował na granicy opłacalności. Utargu wystarczyło mi wyłącznie na opłacenie mediów i czynszu za wynajmowany lokal. Byłam zmuszona zawiesić działalność firmy, żeby jakoś przezimować ten trudny okres. Bardzo wspierał mnie w tym czasie mąż, który co prawda zarabia na tyle dobrze, że ja nie muszę pracować, jednak widział, że własna działalność gospodarcza pozwalała mi się spełniać. Kiedy obostrzenia zostały złagodzone, postanowiłam wznowić swoją działalność. Niestety w miejscu, gdzie wynajmowałam lokal, był już inny sklep. Wtedy mój nieoceniony mąż podpowiedział mi, że mogę wynająć powierzchnię w galerii handlowej. Spodobał mi się ten pomysł, nie potrzebowałam dużego lokalu, żeby prowadzić mój sklepik. Okazało się nawet, że w galerii czynsz jest nieco niższy. Mąż zrobił mi niespodziankę na ponowne otwarcie mojego sklepu. Kupił mi wyposażenie, czyli kilka półek i dwie lady wystawiennicze. Jedną jako ladę do postawienia kasy, a drugą do prezentacji nowych lub przecenionych produktów. Bardzo mnie tym zaskoczył, nie spodziewałam się takiego prezentu.

Mój interes nieźle sobie radzi po ponownym otwarciu. Wciąż jeszcze nie mam tylu klientów, co przed pandemią, ale zaczynam osiągać małe zyski. Myślę, że wkrótce będę zarabiać tak, jak dawniej. Nie wróciły do mnie dawne klientki, ale przybyło mi wiele nowych.